Sytuacja osób LGBT w Polsce jest trudna. W Ukrainie to dramat (2022)

Wojciech Wojtasiewicz: Czy osoby LGBT z Ukrainy, które mieszkają w Polsce, przyjechały do naszego kraju dopiero po rosyjskiej agresji czy zdecydowały się zamieszkać nad Wisłą już w latach poprzednich?

Igor Isajew: Trudno operować konkretnymi danymi, ponieważ najzwyczajniej w świecie ich nie ma. Nie wiadomo nawet, jaki odsetek polskiego społeczeństwa stanowią osoby LGBT. Trudno to zbadać, ustalić w jakikolwiek socjologiczny sposób. Jednak mam pewne obserwacje na podstawie swoich kontaktów z Lambdą Warszawa, która prowadzi Centrum Pomocy dla Uchodźców LGBT z Ukrainy. Liczba osób, które zwracają się o pomoc, wyraźnie wzrosła od początku rosyjskiej inwazji na pełną skalę na Ukrainę. Osoby LGBT, które wiosną znalazły się w Polsce są w znacznie gorszej sytuacji, niż te, które przyjechały w poprzednich latach. Potrzebują znaczniej większej pomocy i empatii.

  • Czytaj także: Osoby LGBTQ+ opowiedziały nam o wojnie w Ukrainie

W najgorszej chyba sytuacji są osoby transpłciowe. Dla transkobiet, które nie zakończyły procedury zmiany dokumentów, wyjazd z Ukrainy jest nie lada wyzwaniem, ponieważ wprowadzony został zakaz opuszczania kraju dla wszystkich mężczyzn od 18. do 60. roku życia. Nawet jeśli jakimś cudem dotrą do Polski, pojawia się kolejny problem — dostęp do hormonów. Opuszczają Ukrainę również osoby z wirusem HIV (nie mogą służyć w armii), które potrzebują stałego dostępu do specjalistycznego leczenia, jest ono bardzo indywidualne. Z moich obserwacji wynika, że państwo polskie nie proponuje dla takich osób systemowego wsparcia.

Czy to oznacza, że osoby te nie mają dostępu do polskiego systemu opieki zdrowotnej?

Mają dostęp do systemu zdrowia w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, tak jak wszyscy uchodźcy. Jednak kolejki do specjalistów są bardzo długie, terminy wizyt odległe, a tu często trzeba natychmiastowego dostępu do lekarstw. Zdaję sobie sprawę, że Polacy mają te same problemy z dostępnością do lekarzy, tu jednak sytuacja bywa krytyczna. W związku z tym pomoc lekarska jest często organizowana przez NGO-sy działające w Polsce, m.in. przez Transfuzję. Organizacje te mają jednak bardzo ograniczone zasoby i możliwości. Zdecydowanie brakuje rozwiązań systemowych dla tak wrażliwych grup osób.

Zresztą to niejedyna potrzebująca grupa. Często zapominamy, że oprócz młodych matek z dziećmi, do Polski przybywają emeryci z poważnymi schorzeniami, osoby z niepełnosprawnościami, z onkologią itd. Są skazane na polską niewydolną opiekę zdrowotną. Młode kobiety mogą liczyć na pomoc, chociażby w postaci świadczenia 500 plus, znaleźć jakąkolwiek pracę, żeby przetrwać. Najczęściej są w wieku produkcyjnym, więc sobie nie najgorzej radzą. Problemem jest dla nich dostęp do żłobków i przedszkoli.

Lambda Warszawa starała się ze wszystkich sił pomóc osobom LGBT uciekającym przed wojną. Między innymi zorganizowała bazę mieszkań gayfriendly. Jednak z tego co wiem, obecnie tych mieszkań brakuje, a kolejne osoby LGBT przybywają do Polski. Ponadto, z moich obserwacji wynika, że osobom LGBT z Ukrainy trudniej jest znaleźć zatrudnienie w Polsce. Trudno im się odnaleźć w sprzątaniu czy w prostych pracach fizycznych po 12 godzin dziennie, a najczęściej z takimi ofertami mamy do czynienia dla uchodźców z Ukrainy. W takich miejscach homofobia jest, niestety, bardzo rozpowszechniona. Oni tam nie wytrzymają.

Trudno się spodziewać, że obecne polskie władze będą przygotowywać systemowe rozwiązania dla osób LGBT z Ukrainy.

Tak, mam tego świadomość, ale mogłyby powstać programy samorządowe w największych miastach, gdzie przybywa najwięcej uchodźców z Ukrainy. Akurat włodarze największych miast deklarują otwartość na osoby nieheteronormatywne. Mogliby pomyśleć o rejestrze bezpiecznych miejsc pracy dla najbardziej wykluczonych grup, nie tylko zresztą osób LGBT.

Sytuacja osób LGBT w Polsce jest trudna. W Ukrainie to dramat (1) Foto: RICHARD B. LEVINE / PAP

Ukraińcy na paradzie równości w Nowym Jorku

Jak wygląda sytuacja prawna osób LGBT w Ukrainie?

Do kilku ustaw wprowadzono zapis o zakazie dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Jednak był to wymóg Unii Europejskiej wobec Ukrainy w związku z przyznaniem jej ruchu bezwizowego. Ustawy te, w atmosferze sporej awantury, uchwalił poprzedni ukraiński parlament.

Tak samo, jak w Polsce, w Ukrainie nie ma równości małżeńskiej, ani nawet ustawy o związkach partnerskich dla par homoseksualnych.

Czy w przeszłości były podejmowane próby uchwalenia ustawy o związkach partnerskich? Czy któraś z głównych sił politycznych bierze prawa osób LGBT na swoje sztandary?

Niestety nie. Zapisy, o których wspominałem, zostały przyjęte pod ścisłym rygorem Unii Europejskiej. Jest to ogromny problem. Kilka marginalnych partii, o mniejszym poparciu niż polskie ugrupowanie Razem, domagało się równych praw dla osób LGBT. Jednak główne siły polityczne w Ukrainie udają, że takie osoby nie istnieją.

W Ukrainie nie ma partii politycznych w stylu zachodnioeuropejskim. Są to raczej projekty polityczne tworzone "pod wybory", będące produktem marketingu politycznego, a nie samej polityki, w których liczy się tylko osoba lidera. Nie ma możliwości, by w takich warunkach upominać się o osoby jakkolwiek dyskryminowane. Stowarzyszenie Ukrainy, Mołdawii czy Gruzji z Unią Europejską wpływa pozytywnie na zmiany dla osób LGBT. W mainstreamie politycznym na porządku dziennym są żarty z osób nieheteronormatywnych. Jednak coraz częściej tego typu zachowania spotykają się z krytyką.

  • Czytaj także: Czego boją się osoby LGBTQI+ w Ukrainie? "Homofobiczne ataki są brutalniejsze. Napastnicy czują się bezkarni"

Czy prezydent Wołodymyr Zełenski kiedykolwiek odnosił się do kwestii praw osób LGBT w Ukrainie?

Można znaleźć w Internecie kilka nagrań, w których prezydent reaguje na homofobię. Jednak jest to coś innego niż walka o prawa osób LGBT. Jest to krok w dobrym kierunku, ale niewystarczający. Kyiv Pride zapraszał Wołodymyra Zełenskiego na swoje wydarzenie, korzystając z jego deklaracji otwartości na środowiska mniejszościowe. Jednak chodziło mu bardziej o zdobycie głosów rosyjskojęzycznych Ukraińców, był to marketing, a nie idea polityczna.

Prezydent odmówił czy nie zareagował na zaproszenie?

Zełenski pozostawił zaproszenie bez odpowiedzi. Na Kyiv Pride pojawiali się niektórzy ukraińscy politycy, w tym ci, obecnie związani z Zełenskim.

Czym było spowodowane to, że ukraińskie władze zdecydowały się na publikację w mediach społecznościowych zdjęć i postów dotyczących osób LGBT walczących z rosyjskim najeźdźcą?

Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze organizacja "Wojskowi LGBT", którą założył Wiktor Pyłypenko, była bardzo mądrze prowadzona. Jej twórcy doskonale zdawali sobie sprawę, że osób w wojsku, które zdecydują się na publiczny coming out, będzie niewiele. Jednak wyznania tych osób były nagłaśniane przez organizację. Starano się pokazać, że osoby nieheteronormatywne walczyły o integralność terytorialną Ukrainy już w 2014 r.

Po drugie organizacja ta zaczęła zachęcać osoby LGBT służące w armii bądź osoby sojusznicze do przyczepiania tęczowych emblematów do swoich mundurów, po to, żeby zaznaczyć swoją obecność w przestrzeni publicznej. To była kilkuletnia praca. W ten sposób budowano bezpieczną przestrzeń dla osób LGBT. Ponadto parady równości w ostatnich latach odbywały się w miastach, które w tym roku bezpośrednio ucierpiały od inwazji.

Trzecim czynnikiem jest niewiarygodne wyczucie drużyny Wołodymyra Zełenskiego w zakresie budowania PR, w tym na zewnątrz kraju. Temat inkluzywności jest dobrze odbierany przez większość państw wspierających Ukrainę. Chodziło mu nie tylko o osoby LGBT, lecz także o mniejszości narodowe, np. Żydów. Właśnie swoją żydowskość wykorzystał eksportowo, chociaż w Ukrainie jako Żyd Zełenski prawie nie funkcjonuje. Na stronach rządowych zaczęły być publikowane filmiki dotyczące różnych grup wykluczonych.

Co ciekawe, Zełenski w swoich wystąpieniach stosuje feminatywy. Mówi: obrońcy, obrończynie, drodzy i drogie. To jest standard. Jego współpracownicy w mediach społecznościowych pokazują, jak inkluzywna jest ukraińska armia. Funkcjonuje w niej m.in. batalion białoruski, czeczeński, muzułmański, Legia Cudzoziemska oraz rosyjski — co też jest ważne. A że do polskich i wielu zachodnich mediów przedostaje się przeważnie oficjalna narracja ukraińskich władz, będąca produktem pracy prezydenckich doradców do spraw mediów, to rzecz jasna, obecność osób LGBT w wojsku stała się wyraźnym punktem odniesienia.

Czy działanie Wołodymyra Zełenskiego jest podyktowane jedynie kalkulacją polityczną czy rzeczywiście rozumie problemy grup mniejszościowych?

Gdyby prezydent czuł problemy osób wykluczonych to dawno zdymisjonowałby Ołeksija Arestowycza, doradcę szefa Biura Prezydenta Ukrainy ds. komunikacji strategicznej w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego i obrony, który wyrażał się o gejach jako o "dewiantach". Jednak sam Zełenski nie pozwala sobie na tego typu wypowiedzi.

Sytuacja osób LGBT w Polsce jest trudna. W Ukrainie to dramat (2) Foto: RICHARD B. LEVINE / PAP

Ukraińcy biorący udział w paradzie równości w Nowym Jorku

Jaki jest stosunek ukraińskiego społeczeństwa do osób nieheteronormatywnych? Czy były w ostatnich latach przeprowadzane jakieś badania socjologiczne na ten temat?

Tak, takie badania przeprowadza i publikuje ILGA (International Gay and Lesbian Association). Odsetek osób odnoszących się pozytywnie do mniejszości seksualnych i popierających równe prawa dla nich jest znacznie niższy niż w Polsce. Jednak w ostatnich latach można obserwować powolny wzrost tych tendencji. W 2016 r. negatywny stosunek do osób LGBT miało 60,4 proc. Ukraińców, w roku bieżącym 38,2, natomiast pozytywny odpowiednio 3,3 i 12,8 proc. Rośnie raczej obojętność bądź niechęć do jasnego zdeklarowania swojej postawy – odpowiednio 35,3 i 49 proc.

  • Czytaj także: Tęczowy ranking. Polska wypadła najsłabiej z krajów UE. "Homofob Europy"

Rzecz jasna w czasie wojny takie badania nie są prowadzone, a szkoda, ponieważ nastroje społeczne zmieniają się dość wyraźnie. Ukraińcy zobaczyli, że osoby LGBT walczą na froncie. Ponadto w ostatnich latach w największych miastach zetknęli się z paradami równości. Często te zgromadzenia były atakowane przez przeciwników i musiały być zabezpieczane przez policję. Z roku na rok zwiększała się również frekwencja na tego typu demonstracjach.

Kiedy miał miejsce pierwszy marsz równości w Ukrainie?

Trudno tak naprawdę stwierdzić. Były próby podejmowane jeszcze w okresie prezydentury Wiktora Janukowycza, ale to nie były marsze z prawdziwego zdarzenia. Na ulice Kijowa i innych miast wychodziło kilka, kilkanaście osób z tęczowymi flagami i plakatami. Były momentalnie rozganiane przez nienawistnych przeciwników. Organizatorzy Kyiv Pride datują pierwszy marsz równości na 2012 r. (byłem wtedy w Kijowie, ale miejsce marszu było trzymane w ścisłej tajemnicy, i w końcu zrezygnowano z przejścia przez miasto), chociaż sama organizacja została formalnie zarejestrowana w 2016 r.

Jednak regularne parady w znanej dla nas formule rozpoczęły się po zwycięstwie Euromajdanu. Ukraińcy zaczęli rozumieć, że Unia Europejska to nie tylko dobrobyt, lecz także wartości. To pokazywało, że Ukraina powoli staje się częścią świata europejskiego i pozostaje w opozycji do tego, co robi Władimir Putin w Rosji wobec osób LGBT.

Ile osób uczestniczyło w marszu w Kijowie w ostatnich latach przed wybuchem nowej fazy rosyjskiej agresji na Ukrainę?

Frekwencja dochodziła do 10 tys. uczestników. W moim rodzinnym Zaporożu na marszu pojawiło się około 500 osób. W Krzywym Rogu (miasto rodzinne Zełenskiego) czy w okupowanym obecnie Chersoniu było od kilkunastu do kilkudziesięciu.

Czy te osoby były atakowane?

Niestety tak. Raz w Kijowie, tuż przed pandemią koronawirusa, na kontrmarszu pojawili się członkowie skrajnie prawicowego ugrupowania, którzy obrzucili osoby LGBT prezerwatywami wypełnionymi fekaliami. W Zaporożu miejscowi "batiuszkowie" modlili się o nawrócenie osób nieheteronormatywnych i po marszu kropili jego miejsce święconą wodą. Jednak w regionach kontrmanifestacje to raczej folklor.

Czy marsze zabezpieczała policja?

Tak, i nierzadko to był kordon policyjny. Najniebezpieczniej było na początku w Kijowie, bo na kontrdemonstracje zwożone były osoby spoza stolicy. Jednak, aż do takich konfrontacji, jak w zeszłym roku w Tbilisi (pobitych zostało ponad 50 dziennikarzy, w tym jeden śmiertelnie, przez przeciwników marszu, przy biernej postawie policji – red.), w Ukrainie nie dochodziło.

Jakie zagrożenie dla osób LGBT w Ukrainie niesie ze sobą okupacja kraju przez Rosjan? Jak wygląda obecnie sytuacja osób LGBT w Rosji?

Pamiętajmy, że amerykański wywiad jeszcze przed inwazją na pełną skalę informował, że osoby i aktywiści LGBT są na "czarnych listach" Rosjan. Sytuacja osób LGBT na terenach okupowanych Ukrainy jest odmienna niż w samej Rosji. W Rosji przynajmniej jest jakiś system prawny, koszmarny, ale jest. Za to na terenach okupowanych mamy do czynienia z totalnym bezprawiem.

W tej sytuacji społeczność LGBT jest całkowicie zagrożona. Działania rosyjskie na tych terenach wobec osób nieheteronormatywnych można porównać do akcji Hiacynt w PRL-u, tylko charakteryzujące się jeszcze większą brutalnością. Osoby te są szantażowane, wykorzystywane do różnych brudnych operacji specjalnych, wyciągane są od nich pieniądze. O takich przypadkach opowiadali mi zaprzyjaźnieni dziennikarze ze wschodnich regionów Ukrainy. Społeczność LGBT jest jedną z grup, na którą Rosjanie zwracają uwagę w celu bogacenia się, szantażowania i znęcania fizycznego. Bardzo łatwo ją prześladować. Na ziemiach zajętych przez Rosjan działa prawo kałasznikowa, żadne inne.

  • Czyta także: Remigiusz Ryziński: gdyby nie było akcji "Hiacynt", być może dziś nie działoby się to, co się dzieje [WYWIAD]

W Rosji do 2013 r. osoby LGBT miały jako taką swobodę (choć raczej nie w przestrzeni publicznej). Jednak 9 lat temu przyjęto prawo zakazujące tzw. propagandy homoseksualizmu. Ustawa przewidywała kary administracyjne. Obecnie te zapisy są nowelizowane: karana "propaganda" ma już dotyczyć całego społeczeństwa, a nie tylko osób niepełnoletnich. Nie wiem, czy wobec tego publiczne użycie słowa "gej" nie będzie "propagandą"? Najlepiej, żeby dwóch mężczyzn nie siedziało razem przy stoliku kawiarnianym, ponieważ ktoś oskarży ich o homoseksualizm.

  • Czytaj także: Deportacje z Rosji za propagandę homoseksualną?

Po protestach społecznych na Placu Błotnym w 2011 r. putinowski reżim sięgnął po homofobię, która stała się jednym z jego filarów. Na początku wydawało się to śmieszne. Mieszkańcy wielkich miast myśleli, że rządzący powariowali. A Kreml postanowili wykorzystać frustrację na poziomie wręcz biologicznym, czyli kwestię rzekomego zagrożenia dla przetrwania gatunku ludzkiego. Jeśli dla polskich władz osoby LGBT to "ideologia", to Władimir Putin i Kreml patrzy na nie wyłącznie w seksualno-biologicznym kontekście, widzi w nich swoistą broń biologiczną. To nie są ludzie, a już tym bardziej obywatele, którym należą się prawa czy bezpieczeństwo. Oni są wrogą masą biologiczną. Rosyjscy technolodzy polityczni używają homofobii jako produktu eksportowego. Ten przekaz działa na część społeczeństw na całym świecie, w tym w Ukrainie. Część Ukraińców jest homofobiczna, jednak ułudnie nie łączy tego z propagandą Kremla.

Czyli strategia Władimira Putina działa?

Na tym odcinku jak najbardziej. To element szerszej układanki, mam takie obawy, że to dopiero początek. Będziemy musieli przetrwać kolejną zimę — cała Europa, a szczególnie Ukraina, bez rosyjskich dostaw gazu. W ostatnich dniach strona rosyjska ponownie nasiliła ostrzał ukraińskich miast poza linią frontu. Niszczona jest nie tylko infrastruktura wojskowa, lecz również cywilna, taka jak wodociągi czy ciepłownie. Chodzi o to, żeby Ukraińcy zimą marzli, rozczarowali się władzami w Kijowie i koniec końców zaakceptowali rosyjską okupację.

Europejczycy nie spędzą zimy w tak, jak do tej pory, ogrzewanych pomieszczeniach. Z pewnością możemy się spodziewać różnego rodzajów buntów społecznych w Europie z powodu ograniczonych dostaw surowców energetycznych i drożyzny. Kreml będzie podsycać te nastroje, i najpewniej dorzuci do tego swoją homofobię, mizoginię, brak akceptacji dla otwartego świata. Ten plan jest księżycowy. Ciężko jest ocenić, w jakim stopniu zadziała. Mam nadzieję, że w bardzo ograniczonym.

  • Czytaj także: Zmiana w rosyjskiej telewizji. Wojna w Ukrainie na drugim planie, zamiast opowieści z frontu: walka z LGBT

Jak będzie wyglądała przyszłość osób LGBT w Ukrainie? Sytuacja będzie ewoluowała w kierunku obozów dla osób nieheteronormatywnych i tortur jak w Czeczenii pod rządami Ramzana Kadyrowa czy raczej w stronę równości, tolerancji i akceptacji?

Bardzo ciężko jest cokolwiek przewidywać, próbować nakreślać jakieś perspektywy na przyszłość. Nie znamy szczegółowych nastrojów panujących w społeczeństwie ukraińskim ze względu na toczącą się wojnę. Historia Ukrainy pokazała jednak, że czym ten kraj jest bliżej Unii Europejskiej, tym ukraińskie społeczeństwo jest bardziej otwarte na osoby LGBT. Im bardziej Rosja próbuje kłaść łapę na nasz kraj, tym bardziej społeczność nieheteronormatywna jest zagrożona.

Obawiam się, że jeśli okupacja potrwa dłużej, to z pewnością dowiemy się o obozach dla osób LGBT. Zresztą nie mamy pewności, czy one już nie istnieją. Więzienia dla osób LGBT nie są tylko kaukaskim wybrykiem. One powstają wszędzie tam, gdzie jest na to przyzwolenie. Trudna sytuacja panuje na okupowanym Krymie. Nie działają tam niezależne media i organizacje pozarządowe, które w przypadku Czeczenii ujawniły sieć obozów, w związku z czym nie mamy dostępu do obiektywnych informacji. Podobnie jest w tzw. Ługańskiej i Donieckiej Republice Ludowej.

  • Czytaj także: "Uderzyła w nas machina państwowa". Kobiety oraz osoby LGBT uciekają z Kaukazu Północnego. To piekło

*Igor Isajew, dziennikarz, bloger, prowadzi fanpage "Igor Isajew — Ukrainiec w Polsce". Od 2015 razem ze Związkiem Ukraińców w Polsce zwalcza antyukraińską mowę nienawiści. Działacz Obywateli RP, współzałożyciel stowarzyszenia "Za Wolną Rosję", absolwent Studium Europy Wschodniej UW.

Dziękujemy, że jesteś z nami. Zapisz się na newsletter Onetu, aby otrzymywać od nas najbardziej wartościowe treści.

You might also like

Latest Posts

Article information

Author: Gov. Deandrea McKenzie

Last Updated: 11/14/2022

Views: 6582

Rating: 4.6 / 5 (46 voted)

Reviews: 93% of readers found this page helpful

Author information

Name: Gov. Deandrea McKenzie

Birthday: 2001-01-17

Address: Suite 769 2454 Marsha Coves, Debbieton, MS 95002

Phone: +813077629322

Job: Real-Estate Executive

Hobby: Archery, Metal detecting, Kitesurfing, Genealogy, Kitesurfing, Calligraphy, Roller skating

Introduction: My name is Gov. Deandrea McKenzie, I am a spotless, clean, glamorous, sparkling, adventurous, nice, brainy person who loves writing and wants to share my knowledge and understanding with you.